Smarkule. - Titus!!! - krzyczy vader z góry. Tijger, mój stary kocur, mości mi się na kolanach. Wydaje przy tym z siebie świeżą serię rdzawych pomruków. Latem, gdy okna stoją otworem, można tu usłyszeć chrapliwą, organową muzykę i zduszone wrzaski mieszkających w parku pawi. Często też dolatują wtedy odległe krzyki sprzedawców, handlujących na swoich straganikach naleśnikami i marynowanymi śledziami, chętnie kupowanymi przez tych szczęśliwców, którzy znaleźli w swych kieszeniach kilka zbędnych, brzęczących stuivers. Teraz jednak - pod koniec grudnia - park pogrążony jest w ciszy. - Titus!!! Nie trać czasu! Z westchnieniem oznaczam skrawkiem materiału stronę, na której skończyłam czytać, spędzam Tijgera z kolan i wygładzam dłonią fartuch. Tijger powoli śledzi mnie na schodach, porusza się rozkołysanym, arystokratycznym krokiem. Ma już ponad dziewięć lat - niewiele w przypadku człowieka, lecz jak na kota to podeszły wiek. Jest moim najbliższym przyjacielem - zaraz po Titusie i książkach. Na górze, w warsztacie ojca, rozlega się gruchanie gołębi. Dobiega zza okna, przy którym vader rozstawił swoje sztalugi. Dokoła niego na półkach rozłożyły się starodawne hełmy, wypchane ptaki z Nowej Gwinei i pokryte grubą warstwą kurzu morskie muszle. Gdzieniegdzie walają się miecze i halabardy. Jest też słomiany manekin z powyginanymi ramionami. Moje ulubione przedmiotami to cztery wysokie słoje. W każdym z nich znajduje się pozbawione skóry ludzkie ramię. Doprawdy czarujące. A Titus ciągle pyta, dlaczego nie zapraszam do domu koleżanek z sąsiedztwa. Vader zauważa moje wejście. - Och, to ty, Cornelio - głos ojca zawsze wypływa gdzieś z samego dna gardła, jakby słowa, chcąc uciec na wolność, musiały się z nim zajadle zmagać. - A gdzie jest Titus? Podchodzę do kominka i rozrzucam w nim ledwie się tlącą, torfową darń. Vader zawsze pozwala, by ogień wygasł, a potem zaczyna krzyczeć, jakby go napadli zbójcy, żeby ktoś przyszedł i ponownie rozpalił. Ktoś, czyli ja. - Wyszedł - odpowiadam. - Próbuje zarobić pieniądze. Jeśli vader odczytuje aluzję, to nie daje tego po sobie poznać. Jego głos rozlega się tubalnie z otchłani jego piersi. - Powiedz mi, jak to wygląda. Kiedy torf w kominku już wreszcie porządnie zapłonął i zaczął wydawać z siebie przytłumione, zadowalające trzaski, biorę Tijgera na ręce i zaglądam ojcu przez ramię. Od zawiesistego zapachu farby boli mnie głowa, choć przecież powinnam była dawno do niego przywyknąć. Swąd wypełnia me nozdrza codziennie, odkąd zaczęłam sypiać w kołysce. A teraz vader rzuca coraz więcej farby na płótno i tak już pokryte tysiącami małych, zachodzących na siebie barwnych płatków. Ojciec nie tworzy gładkich, czystych płaszczyzn, choć nawet ja - głupia dziewucha - zdaję sobie sprawę, że szorstkie, chropowate obrazy, takie, na których jak na dłoni znać każdy ruch pędzla, źle się sprzedają. Żaden bogaty kupiec z Kompanii Wschodnio-Indyjskiej nie zechce ozdobić ścian swej rezydencji nad Kanałem Książęcym płótnem tak niedbale upaćkanym farbami. A mimo to vader pracuje ostatnio nad tak właśnie surowo malowanym obrazem, przedstawiającym scenę rodzinną - dwoje uśmiechniętych dorosłych i trójka ich rozradowanych dziatek. Śmieję się. Cóż ojciec może wiedzieć na temat rodzinnego szczęścia? Vader wykrzywia kąciki swych wąskich, czerwonych i przypominających dziecięce ust. Reszta jego twarzy zaczyna żółknąć, a skóra wiotczeje. Był stary już wtedy, gdy przyszłam na świat, choć moja matka miała dwadzieścia osiem lat. - Cóż cię tak ubawiło? Tijger zaczyna się szarpać. Chce na ziemię. Stawiam go na podłodze. - Nic. Kim byli twoi modele? Nie przychodziły tu ostatnio żadne tak liczne rodziny... Ojciec nie odpowiada, podchodzę więc do okna, wychodzącego na podwórze. Wyglądam przez grube szyby. Gołębie uciekają na drugą stronę gzymsu. Kolczaste, nagie zimą, pnącza dzikiej róży grzechoczą w okiennice. Kiedy opieram się mocniej o parapet, znienacka rozlega się głęboki, dudniący dźwięk. Drgam, wystraszona. To żałobne dzwony Kościoła Zachodniego, strzelającego ku niebu u końca naszego kanału. Od straszliwego czasu, gdy szalała zaraza, minęły już cztery lata, a te przeklęte dzwony Westerkerk nadal wywołują dreszcz na moich plecach. Zresztą, jak można pogodzić się z czymś takim? W ostatnim roku dżumy zmarło dwadzieścia tysięcy ludzi. Co dziesiąty mieszkaniec miasta. Zwiastujący śmierć dźwięk dzwonów rozbrzmiewał bezustannie - dzień i noc. Kondukty pogrzebowe ustawiały się przed cmentarnymi bramami w długie kolejki. Całe rodziny czekały w ten sposób na możliwość pochowania swoich bliskich. O ile oczywiście udało im się przedtem uzbierać wystarczająco wiele guldenów, by opłacić grabarzy. Drugą możliwość stanowiła jama w ziemi, wygrzebana za Szpitalem Zadżumionych. Wrzucano do niej ciała i zraszano je niegaszonym wapnem. W całym mieście nie było ulicy, na której choćby jeden dom nie byłby oznaczony literą Z. Z jak Zaraza. Nie inaczej było z naszą ulicą. I z naszym domem. Po drugiej stronie nagiej ścieżki na naszym podwórzu, dwie dziewczynki od van Roopów bawią się, skacząc na skakankach przed tylnym wejściem do swego domu. To nowa rodzina w sąsiedztwie. Bickerów - ludzi, którzy mieszkali tam przed nimi - wszystkich bez wyjątku zabrała choroba i przez długie lata nikt nie chciał wynająć ich mieszkania. Teraz pani van Roop z dzieckiem, przytroczonym do biodra, zbiera schnącą na sznurze bieliznę. Nagle dociera do mnie, kogo Vader wziął za modela. - Van Roopowie! To ich rodzinę malujesz! Ojciec rzuca mi przez ramię szeroki uśmiech. Przez chwilę zmagam się z falą dumy, która zalewa mnie dlatego, że udało mi się odgadnąć jego sekret. Sprytem się co prawda nie wykarmię, ale teraz wszystko zaczyna układać się w sensowną całość. Już kilka tygodni temu zauważyłam, że ojciec często wygląda przez okno na podwórze. Wielokrotnie nakrywałam go na tym, przynosząc mu do pracowni tacę z posiłkiem. Kiedy - kilka dni temu przy śniadaniu - powiedziałam o tym Titusowi, mój brat tylko zanurzył swój kawałek chleba w wodnistym piwie. - No i? - spytał. Powiedziałam wtedy na głos to, o czym wszyscy w Amsterdamie jedynie szeptali. - Nasz staruszek zaczyna wariować. - I dopiero to zauważyłaś? - Po prostu wydaje mi się, że jest z nim coraz gorzej. - Może i tak - przyznał Titus z ustami pełnymi chleba. Na całym świecie tylko on, ze swymi gładkimi ciemnymi brwiami, dołeczkiem w brodzie i delikatnymi, foremnymi wargami potrafi wyglądać przystojnie, mając w policzkach pół bochenka pieczywa. Być może tajemnica tkwi w sposobie, w jaki jego miedziane loki spływają mu na ramiona. Moje włosy są ciemniejsze, rudobrązowe, pofalowane, gdy jest sucho i kręcone, kiedy pada deszcz. Oczy Titusa mają barwę stu najciekawszych odcieni zieleni, zgrabnie układających się w sypiące iskrami obwódki. Moje tymczasem są zwykłe, orzechowe. Jak u krowy. To, że jesteśmy dziećmi różnych matek jest raczej oczywiste i wyraźne. Swoją pajdę pokruszyłam i wrzuciłam do piwa już wcześniej. Wyłowiłam przemoczoną grudkę z dna kufla. - Jak możesz być tak spokojny? Ciężko nam nawet uregulować rachunki u piekarza. - A to akurat może się niedługo zmienić. Poczułam nadzieję rosnącą jak bańka mydlana. - Czyżby poszczęściło ci się z rysunkami? - Ostatnimi czasy Titus starał się zainteresować kupców odbitkami prac ojca sprzed kilku lat. Zazwyczaj jego akwaforty sprzedawały się dobrze. Gdyby tylko udało się nam przekonać go, by porzucił te malarskie szaleństwa i robił więcej grafik. - Pytasz o ryciny? - upewnił się Titus, odkrawając sobie kolejny plaster sera. - Nie. Jeszcze nie. - Dlaczego on nie daje ludziom tego, czego żądają? - zawołałam. - Przecież vader potrafi malować tak samo ładnie jak inni. Sama widziałam jego dawniejsze obrazy. Czemu więc teraz ciska na płótno grube kawały farby bez ładu i składu? Titus spojrzał na mnie z politowaniem. - Jesteś równie uparta, jak on. Naprawdę myślę, że poczułabyś się lepiej, gdybyś wreszcie pojęła, iż jego zmienić się już nie da - powiedział, otarł usta i odsunął się z ławką od stołu. - Naprawdę zupełnie cię nie obchodzi, co się z nami stanie? Titus wyszczerzył zęby do swego odbicia w kuchennym oknie. - Tak. - Dokąd się wybierasz? - zapytałam, mając nadzieję, że nie znam odpowiedzi, choć przecież byłam pewna, że znam ją doskonale. Titus zawsze ucieka do eleganckiego domu van Loosów nad kanałem Singel. Do Magdaleny. Uważa, że ma u niej jakiekolwiek szanse. - Nie idź - dodałam. - Dlaczego, mój mały smuteczku? - zapytał z miną rozbawionego anioła. To taki wstyd tak się za nią uganiać. Dlatego. Van Loosowie nigdy nie zezwolą na ten związek. Nasza rodzina jest na to stanowczo zbyt uboga. Syn przebrzmiałej sławy malarza nie może być dobrą partią dla kogoś z ich sfer, niezależnie od tego, że matka Titusa - Saskia - która nie była moją matką, co uprzejmie wytykają mi także i obcy - była z van Loosami spokrewniona. Saskia wyszła za ojca w czasach, gdy był najbardziej obiecującym artystą Amsterdamu. Teraz jednak vader jest starcem i bankrutem. Van Loosowie z pewnością nie zechcą brukać sobie drzewa genealogicznego koligacjami z ludźmi naszego pokroju. Nie z rodem, w którym jest ktoś taki, jak ja - z nieprawego łoża córka Rembrantda. Córka jego służącej. A poza tym, gdyby Titus poślubił Magdalenę, umarłabym z samotności. AC/2008-05-25 13:34
PROMOCJEwięcej...Rene Goscinny, Jean Jacques Sempe Nowe przygody Mikołajka. Tom 2 twarda31.99 złHerzig T.& H. Paris twarda129.99 złRóżni Wykonawcy Zet - Największe Przeboje 2007/2008 1DVD6.50 złHugo Fregonese Winnetou - I Old Shatterhand DVD15.49 złMindscape Adibu Tajemnice przyrody CD57.90 zł
NOWOŚCIwięcej...Philip Marsden Dom na Kresach. Powrót twarda35.90 złEric Lax Woody allen rozmowy erica laxa broszurowa44.90 złCerebral Fix Tower Of Spite (Remastered + Bonus Tracks) 1CD DIGIPACK50.50 złRóżni Wykonawcy Giga Hits Magic Time 80'S-90'S - Vol. 2 1CD27.50 złRóżni Wykonawcy Music From Disneyland 1CD30.50 zł
BESTSELLERYwięcej...Lech Wałęsa Droga do prawdy - autobiografia miękka44.90 złKatarzyna Grochola Trzepot skrzydeł broszurowa23.40 złStephen King Ręka mistrza broszurowa35.10 złBadowska Basia Abecadło miękka12.20 złJacek Piekara Płomień i krzyż. Tom 1 broszurowa27.00 zł
ZAPOWIEDZIwięcej...Recoil Liquid 1CD50.00 złMiłobędzka Krystyna gubione miękka ze skrzydełkami21.60 złJohn Banville Mefisto broszurowa30.60 złLeszek Kołakowski O co nas pytają wielcy filozofowie. seria i-iii twarda30.60 złAnselm GrüN Sakramenty twarda31.50 zł
|